Rozejrzał się dokładniej. Kadź nadal była w jednej czwartej swej objętości pełna, zawartość zasypana była jednak wiórami, zmieszanymi z różnymi innymi nieczystościami.
- I tak nie nadawała by się do spożycia - pomyślal Vladimir, przypominając sobie sprawę sprzed czterech lat. Z ziemi podniósł zardzewiały już czerpak, wykorzystywany zapewnie przez gorzelników, po czym spróbował samieszać w kadzi. W nozdrza uderzył trupi odór. Natrafił na jakieś twarde przedmioty.Czekista rozważył wszystkie możliwości: gdby kryli w kadzi broń - ale kto byłby na tyle głupi? - to by raczej tak nie śmierdziało. Czyżby utopili tu kogoś? Dobrze pamiętał, że gdy przebywał w tym miejscu przed czterema laty, wszyscy starali się unikać przebywania zbyt blisko kadzi. Dlaczego?
Wrócił pamięcią o cztery lata wstecz. Dlaczego wysłana została specgrupa, zamiast oddziału regularnej armii? Ostatecznie raporty jasno wskazywały na truciciela, były dowody. Miał wrażenie, że coś przeoczył. Jego wzrok spoczął na zwłokach konwojentów. Dało się zauważyć, że były to zwyczajne pionki. Co u licha sobie te piotrogradzkie szuje myślały, delegując czwórkę agentów, którzy prawdopodobnie nie potrafili nawet czytać, do transportowania ładunku, od którego może zależeć przyszłość Rewolucji!? Obejrzał trupy dokładniej. Prawdopodobnie stanęli w krąg i palili. Z ust jednego z agentów sterczał jeszcze nawet niedopałek, który prawdopodobnie zgasł sam. Wyglądało na to, że zginęli tak prędko, że nawet tego nie zauważyli. Mogli zostać rozstrzelani z maksima, wtedy byliby pokryci ranami postrzałowymi, a wyglądali raczej, jakby pochlastał ich ktoś z szablą.
