Rozwijająca się po trochu historia o nie całkiem normalnym człowieku. Kilku ludziach. Technicznie będących jednym. Nieważne...

poniedziałek, lipca 24, 2006

Rozejrzał się dokładniej. Kadź nadal była w jednej czwartej swej objętości pełna, zawartość zasypana była jednak wiórami, zmieszanymi z różnymi innymi nieczystościami.
- I tak nie nadawała by się do spożycia - pomyślal Vladimir, przypominając sobie sprawę sprzed czterech lat. Z ziemi podniósł zardzewiały już czerpak, wykorzystywany zapewnie przez gorzelników, po czym spróbował samieszać w kadzi. W nozdrza uderzył trupi odór. Natrafił na jakieś twarde przedmioty.Czekista rozważył wszystkie możliwości: gdby kryli w kadzi broń - ale kto byłby na tyle głupi? - to by raczej tak nie śmierdziało. Czyżby utopili tu kogoś? Dobrze pamiętał, że gdy przebywał w tym miejscu przed czterema laty, wszyscy starali się unikać przebywania zbyt blisko kadzi. Dlaczego?

Wrócił pamięcią o cztery lata wstecz. Dlaczego wysłana została specgrupa, zamiast oddziału regularnej armii? Ostatecznie raporty jasno wskazywały na truciciela, były dowody. Miał wrażenie, że coś przeoczył. Jego wzrok spoczął na zwłokach konwojentów. Dało się zauważyć, że były to zwyczajne pionki. Co u licha sobie te piotrogradzkie szuje myślały, delegując czwórkę agentów, którzy prawdopodobnie nie potrafili nawet czytać, do transportowania ładunku, od którego może zależeć przyszłość Rewolucji!? Obejrzał trupy dokładniej. Prawdopodobnie stanęli w krąg i palili. Z ust jednego z agentów sterczał jeszcze nawet niedopałek, który prawdopodobnie zgasł sam. Wyglądało na to, że zginęli tak prędko, że nawet tego nie zauważyli. Mogli zostać rozstrzelani z maksima, wtedy byliby pokryci ranami postrzałowymi, a wyglądali raczej, jakby pochlastał ich ktoś z szablą.

wtorek, stycznia 17, 2006

O tym, że stara gorzelnia jest nawiedzona, ludzie mówili jeszcze przed ćwierćwieczem. Jej właściciel nie wydawał się być tym faktem przejęty - warzył wódkę i sprzedawał, a, mimo że ruchu dużego nigdy nie było, interes przynosił mu zyski. Idylla taka trwała aż do Rewolucji, kiedy to wódką truć się zaczęli członkowie Czerwonej Gwardii, a sekcje kilku z nich wykazały obecnoćś arszeniku. Zareagowano niezwykle szybko. Po wydaniu przez sąd polowy zaocznego wyroku wysłano do gorzelni oddział interwencyjny VCzK w celu "unieszkodliwienia zalążka kontrrewolucji". Oddział, do którego należał i Vladimir, nie znalazł jednak nic, co można by było unieszkodliwiać, prócz ścian, zamazanych krwią i sporej kupy interesujących przedmiotów, rozrzuconych po pomieszczeniu. Wszystko pośpiesznie zebrano, skatalogowano i wysłano do Moskwy, gdzie podobno istniał departament VCzK odpowiedzialny za zbrodnie dokonywane w niejasnych okolicznościach. Sam budynek, znajdujący się w pobliżu drogi, zamknięto i zabito deskami.
- W ciągu czterech lat nic się nie zmieniło - zdziwił się czekista - Czyżby naprawdę tak się bali? I dlaczego tych czterech durni postanowiło sie tu zatrzymac? I, najważniejsze, co ich tutaj zatrzymało na stałe?

sobota, stycznia 14, 2006

Stał pod szopą, w której mieściła się przed Rewolucją gorzelnia i palił papierosa. Był sam. Właściwie, pomyślał, nikt mi przecież nie każe kurzyć na zewnątrz. Prędko jednak odpędził od siebie tą myśl, wiedział bowiem, że ładunek, który znajduje się w ciężarówce wewnątrz, jest niebezpieczny. Więcej informacji przełożeni nie chcieli mu udzielić, nie starał się zresztą o to. Vladimir Jehorowicz Oberżyński dlatego się cieszył powszechnym zaufaniem i szacunkiem, że się o nie nie starał, a powierzone zadania wykonywał sumiennie i bez zadawania zbędnych pytań. A skoro nie posiadał pełnego bukietu informacji na temat ochranianego ładunku, wolał nie ryzykować jego choćby lekkiego uszkodzenia.
Zdusił butem niedopałka i wszedł do środka. Wnętrze nie prezentowało się okazale - przy bramie stała ciężarówka, a z drugiej strony budynku stała duża kadź z gorzałką. W kącie pomiędzy kadzią i ścianą leżały cztery ciała. Mieli jasne rozkazy, pomyślal, nie powinni byli się tu zatrzymywać...