O tym, że stara gorzelnia jest nawiedzona, ludzie mówili jeszcze przed ćwierćwieczem. Jej właściciel nie wydawał się być tym faktem przejęty - warzył wódkę i sprzedawał, a, mimo że ruchu dużego nigdy nie było, interes przynosił mu zyski. Idylla taka trwała aż do Rewolucji, kiedy to wódką truć się zaczęli członkowie Czerwonej Gwardii, a sekcje kilku z nich wykazały obecnoćś arszeniku. Zareagowano niezwykle szybko. Po wydaniu przez sąd polowy zaocznego wyroku wysłano do gorzelni oddział interwencyjny VCzK w celu "unieszkodliwienia zalążka kontrrewolucji". Oddział, do którego należał i Vladimir, nie znalazł jednak nic, co można by było unieszkodliwiać, prócz ścian, zamazanych krwią i sporej kupy interesujących przedmiotów, rozrzuconych po pomieszczeniu. Wszystko pośpiesznie zebrano, skatalogowano i wysłano do Moskwy, gdzie podobno istniał departament VCzK odpowiedzialny za zbrodnie dokonywane w niejasnych okolicznościach. Sam budynek, znajdujący się w pobliżu drogi, zamknięto i zabito deskami.
- W ciągu czterech lat nic się nie zmieniło - zdziwił się czekista - Czyżby naprawdę tak się bali? I dlaczego tych czterech durni postanowiło sie tu zatrzymac? I, najważniejsze, co ich tutaj zatrzymało na stałe?

